sobota, 14 maja 2016

Ten najważniejszy dzień 01.08.2014

Godzina 6.30 pomimo, że słońce było gdzieś schowane za chmurami  za oknem było wystarczjąco jasno bym mogła się obudzić... ale czyżby to był jedyny powód dla którego tak wcześnie wstałam ? Nie. Tego dnia miało wydarzyć się coś nadzwyczajnego, ten dzień miałbyć (i zdecydowanie był) najważniejszym dniem w całym moim życiu a stres który towarzyszył mi w tym dniu na pewno był większy niż chociażby w dniu egzaminów maturalnych czy w dniu ślubu. Ten dzień był wyjątkowy. W tym dniu miałam zdać najważniejszy egzamin w swoim życiu. Nieświadoma tego co mnie czeka w głowie snułam różne scenariusze mojego porodu. Wszystko pomimo strachu wydawało się mi takie proste. Nie wiem dlaczego nawet nie brałam pod uwagę tak ważnej kwestii jakim był inkubator ( drugi domek mojego synka ). Myślałam, że po sterydach które miały mieć wpływ na rozwój płuc Kubusia, wszystko będzie dobrze a on będzie oddychał sam. Wpatrując się w okno marzyłam o naszej wspólnej niedalekiej przyszłości. Chwilę potem przyszła Pani pielęgniarka i zaczęła przygotowywać mnie do zabiegu. Następnie przyjechali mój mąż ze swoją i moją mamą. Mama powtarzała, żebym niczego się nie bała, żebym była dzielna, że na pewno wszystko będzie dobrze. Jej słowa działały na mnie zbawiennie bo od razu jakoś zrobiło mi się lżej. Kubuś po porannych zabawach w brzuszku uciął sobie drzemkę 😉 a ja niepewnym krokiem zbliżałam się ku sali przedoperacyjnej. Serce waliło mi jak szalone. Nogi wprost uginały się do samej ziemi. Wiedziałam, że odwrotu już nie ma. Zresztą jakie miałam inne rozwiązanie jak tylko się uspokoić i czekać na swoją kolej... 
Nadszedł ten moment... zostałam położona na łóżko a mąż został poproszony o odwiezienie mnie do sali operacyjnej, gdzie zaraz miałam urodzić. Widząc go i moją mamę zalaną łzami nie umiałam się uspokoić. Nie obchodziły mnie miny ludzi na korytarzu ani to co pomyślą inni. Płakałam tak mocno, że z trudem ktokolwiek mógł mnie uspokoić. Kubuś w dalszym ciągu spał jeszcze w moim brzuszku... W sali operacyjnej zostałam już tylko ja, dwóch lekarzy, anestezjolog i kilka Pań pielęgniarek. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Inkubator był już w drodze a ja po znieczuleniu zewnątrzoponowym ( anestezjolog miał bardzo duży problem ze znieczuleniem bo byłam bardzo opuchnięta, może dlatego przez cały zabieg moja jedna noga była "w ruchu" i czułam dosłownie wszystko oprócz bólu). Nawet nie wiem ile dokładnie minut minęło a mój synek był już na świecie. Dokładnie o 10.49 20 sekund ( Pan anestezjolog liczył baaardzo dokładnie czas). Powitał nas ogromnym okrzykiem ( lekarz zażartował, że zdecydowanie był to najgłośniejszy jego poród w całej jego karierze. Może to było spowodowane tym, że Kubuś został niestety obudzony bo nawet w chwili "cięcia" jeszcze spał). Ciągle pamiętam to jak głośno płakał. Było to najmniejsze dziecko jakie kiedykolwiek udało mi się zobaczyć. Był piękny ! Najpiękniejszy ! Mój ! Na jego widok popłynęły mi łzy ale tym razem były to łzy szczęścia i radości ! Po chwili podeszła do mnie Pani pediatra informując mnie, że z synkiem wszystko w porządku poza zaburzeń oddychania, zapewniając, że to całkowicie normalne.
Moje szczęście ważyło 1700 gram i miało 44 cm. Może to mało ale co tam! Najważniejsze, że poród przebiegł prawidłowo a synek był zdrowy ! ❤

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz