-Myślałem, że będzie trochę większy, trochę jest mały ale da sobie radę, była Pani dzielna, ma Pani pięknego syna. Gratuluję. Pamiętam do dnia dzisiejszego cały przebieg porodu a nawet wszystko to co mówili do mnie lekarze. Po porodzie czekał na mnie mój mąż i mama. Wspólnie przewieźli mnie do sali pooperacyjnej. Nie byłam tam sama, bo oprócz mnie była jeszcze jedna mama a kolejną świeżo upieczoną mamę mieli zaraz do nas przywieźć. Mąż pomimo strachu fruwał z radości i co chwilę powtarzał jakiego mamy ślicznego synka. Nie mógł się doczekać chwili kiedy znowu będzie mógł zobaczyć, przywitać się z nim i dotknąć. Oprócz rodziców dzieci wstęp na oddział Intensywnej Terapii gdzie przebywał Kubuś był zabroniony, więc babcia (moja mama) nie mogła go zobaczyć. Ja w tym dniu również nie mogłam go ani zobaczyć ani oficjalnie się z nim przywitać. Jedynie w trakcie zszywania przez moment mogłam policzkiem przytulić Kubusia ( o jaki on był cieplutki, jaki delikatny!). Bardzo bałam się o synka, o niczym innym nie umiałam myśleć jak o tym co on teraz robi, co się z nim dzieje, czy jest wszystko w porządku? Miał przyjść do mnie lekarz na bieżąco informować mnie o stanie zdrowia mojego dziecka a ani razu nie przyszedł pomimo, że bardzo na to czekałam. Po kilku minutach do również świeżo upieczonej mamusi, która leżała obok mnie został przywieziony noworodek. Piękna, duża dziewczynka, urodzona w terminie. Nie muszę chyba pisać co poczułam w tamtej chwili... Nie, to nie była zazdrość to był żal ogromny żal... i smutek... Szczęśliwi rodzice mówili do siebie szeptem, udało usłyszeć się mi to jak nawzajem wymieniali się informacjami na temat mojego stanu zdrowia. Owa kobieta powiedziała do męża, że mojego dziecka tu nie przywiozą bo jest wcześniakiem i jest w inkubatorze. Obydwoje starali się robić wszystko byleby nie sprawić mi przykrości. Powiedzieli jak bardzo współczują i życzą zdrowia mi i mojemu dziecku. Po chwili przyjechała kolejna mama a następnie jej dziecko. Tak więc na sali były trzy mamy i dwoje dzieci.. A ja sama... sama jak palec bez mojego szczęścia ze łzami w oczach i ogromnym bólem i żalem... ciągle zadawałam sobie pytania dlaczego mnie to spotkało? Dlaczego to ja nie mogę trzymać synka w swoich ramionach? Czy jest z nim wszystko w porządku? Czy nie dzieje się mu żadna krzywda? Wszystko było dla mnie takie obce, takie dziwne...
Wybiła godzina 12. Mąż od razu pobiegł na pierwsze spotkanie ze synkiem. Ja zostałam sama z moją i męża mamą, które starały się mnie pocieszać i robiły wszystko, żebym nie czuła się samotna. Nagle dostałam wiadomość MMS od męża a w nim załączone zdjęcie Kubusia. Na widok tych wszystkich jakże dotąd nieznanych sprzętów które były przy Kubusiu poczułam jeszcze większy strach... tyle było tego wszystkiego, że z trudem można było zobaczyć twarz Kubusia. Najważniejsze w tej chwili było jego zdrowie. Reszta nie miała żadnego znaczenia. Ból jaki mi w tamtym czasie towarzyszył był niczym w porównaniu do tego co czułam. Serce waliło mi jak szalone a ja ze strachu myślałam, że eksploduje...Nastała godzina 15 a chwilę potem wrócił dumny tatuś. Chyba nigdy wcześniej nie widziałam w oczach męża tyle strachu i miłości jednocześnie. Był szczęśliwy a zarazem przerażony. Właśnie nastała ta chwila kiedy musiał szybko dorosnąć. Buzia mu się nie zamykała tyle miał do powiedzenia na temat Kubusia. Od razu powiedział, że patrząc na niego widzi mnie 😍. A Kubuś jest zdrowym dzieckiem. Te słowa zdecydowanie sprawiły, że nareszcie na mojej twarzy pojawił się uśmiech ❤😍
niedziela, 15 maja 2016
01.08.2014 Najcudowniejszy dzień w naszym życiu
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz