Dzisiaj jest 24 maj 😉 taaak taaak, druga rocznica ślubu... jak spędzamy ten dzień? Całkowicie normalnie, bez żadnej pompy czy kolacji romantycznej. Na jedno to szkoda bo należę do osób które cenią sobie mile spędzony czas ale do tego typu rzeczy potrzebnych jest dwoje serc i dwoje ciał... i żeby nie zanudzać to dzisiaj nie o tym 😊.
03.08.2014 i trzeci dzień życia Kubusia a tym samym trzeci dzień po cesarskim cięciu.
To była niedziela, słoneczny, ciepły dzień. Widząc pogodę za oknem nabrałam sił żeby w końcu samej zrobić kilka kroków. Udało się ! I szło mi już coraz lepiej. Z kąpielą jeszcze było gorzej i wciąż potrzebowałam wsparcia. Na szczęście już z samego rana przyjechała do mnie mama i pomogła mi się "ogarnąć" . Dzisiaj musiałam iść do Kubusia ! Musiałam !Ogromnie cieszyłam się na samą myśl, że za kilka godzin go zobaczę 😃. Przecież tak naprawdę jeszcze po cesarskim cięciu nie miałam możliwości tego zrobić. Nie miałam nawet jak go dotknąć, przywitać się z nim. Wybiła godzina 12 a ja w gotowości czekałam na męża. Przyjechał po mnie wózkiem, gdyż stwierdziliśmy że nie będe w stanie stać przez 3 godziny przy inkubatorze ( jeszcze nie byłam na tyle silna, kilka kroków nie sprawiało mi trudności ale kilkanaście kroków już niestety tak). Dojechaliśmy na oddział neonatoligiczny. Mąż udzielił mi instrukcji jak prawidłowo zdezynfekować dłonie (była to bardzo ważna czynność przed każdą wizytą u maluszków, które przebywały na tym oddziale). Akurat w tym czasie nie mogliśmy wejść do sali gdzie leżał synek ( Intensywna terapia), więc zaczęłam oglądać fotografie, które wisiały na ścianie korytarzu mieszczącego się na tym oddziale. Każde zdjęcie przedstawiało małe istotki urodzone zbyt wcześnie oraz podziękowania dla lekarzy, którzy opiekowali się nimi. Po krótkim czasie mogliśmy wejść do synka. Przed salą w której leżał Kubuś coś we mnie pękło... nie mogłam powstrzymać łez. W głowie krzyczały moje myśli "Dlaczego to moje dziecko musi tutaj leżeć,dlaczego to nas spotkało, gdzie w życiu popełniłam błąd, że teraz muszę za niego płacić tak ogromną cene ?" Pytań było mnóstwo... odpowiedzi żadnej... Jedna z Pań, które zajmowały się wcześniaczkami widząc co się dzieje wyszła do mnie i próbowała mnie pocieszyć. Udało się jej to, bo użyła takiego argumentu jakiego w tej chwili potrzebowałam usłyszeć.
-Mama proszę nie płakać. Ze łzami nie wpuszczamy nikogo. A zresztą proszę zobaczyć co teraz robi synek. To pewnie ten z czupryną bo bardzo podobny do mamy.
W tej samej chwili kiedy ja zaczęłam płakać on również zaczął płakać. Otarłam łzy i już po chwili byłam przy nim. Nie mogłam się na niego napatrzeć. Był taki maleńki. Stópkę miał tak małą jak mój palec wskazujący. Czarna czuprynka była najbardziej widoczna. Byłam szczęśliwa,że go mam. Nie wiedziałam jeszcze co go czeka ale wierzyłam mocno w to, że wszystko będzie dobrze. Nareszcie otrzymałam sensowne informacje na temat stanu zdrowia Kubusia. Jego stan był dobry a przed nim czekała jeszcze długa droga by móc z nami jechać do domku. Mogłam wpatrywać się w niego godzinami lecz niestety o godzinie 15 kończyły się odwiedziny. Wróciłam do łóżka. Pełna optymizmu a jednocześnie strachu mogłam zakończyć dzień. Nie mogłam doczekać się jutra... ❤
wtorek, 24 maja 2016
Pierwsze spotkanie z Jakubem 03.08.2014
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz