piątek, 13 maja 2016

Diagnoza stan przedrzucawkowy...zagrażająca rzucawka...

Jak możecie dowiedzieć się we wcześniejszym poście ( o Matko chyba z ponad rok temu go napisałam, obiecuje poprawę ;) ) mam synka :) Kubusia, tak o tak się do niego lubię najbardziej zwracać :) . Kubuś to wcześniak z 31 tc ciąży, ważył 1700 gram i miał 44 cm ;). Moje małe ale jakże duże szczęście.
Dlaczego urodziłam tak wcześnie? Od zawsze moje ciśnienie było można powiedzieć idealne a w połowie czwartego miesiąca to się zmieniło. Ciśnienie 140/90 stało się zagrażającą mojemu życiu i życiu mojego dziecka normą... niestety. Codziennie budziłam i zasypiałam się pełna strachu o każdy nowy dzień. Prawdę mówiąc najbardziej bałam się o życie mojego dziecka, które pokochałam bezgranicznie. Ciąża przebiegała prawidłowo pomijając wciąż rosnące ciśnienie, przez które co jakiś czas trafiałam do szpitala. W siódmym miesiącu zaczęłam "puchnąć", dosłownie ! a dodatkowo pojawiło się białko... Od razu zostałam przyjęta na oddział a tam lekarze próbowali robić dosłownie wszystko, żeby unormować sytuację. Niestety do wysokiego ciśnienia i białkomoczu doszły mroczki, kołatania serca i szybka decyzja o przeniesieniu mnie do innego szpitala, który posiada  Oddział Neonatologiczny z III stopniem referencyjnym, oznaczającym najwyższe kompetencje i uprawnienia do opieki nad najtrudniejszymi przypadkami patologii noworodka, jakim był Szpital w Krakowie Ujastek.  W tym szpitalu również lekarze pozostawali bezradni w przypadku mojego stanu zdrowia, gdyż w tym momencie zagrażała mi rzucawka (o niej kilka słów poniżej). Tak więc w czwartek po USG (decyzja lekarza przeprowadzającego USG była jednoznacza, że nie ma na co czekać trzeba ciąć bo dziecko ma coraz mniej tlenu) dokładnie 31 lipca nastąpiła decyzja o rozwiązaniu ciąży przez cesarskie cięcie które miało odbyć się w następnym dniu . Nie pamiętam co czułam w tamtej chwili, na pewno był to strach, żal, ból, niepewność i smutek. Pewnie Kubuś czuł pododnie jak ja bo w tym dniu wyjątkowo był ruchliwy. Na pewno czuł, że za kilka godzin zostanie wyciągnięty z brzuszka a potem będzie walczył o życie... dla niego starałam się uspokoić, starałam się myśleć pozytywnie... co jakiś czas przynoszono mi jakieś tabletki (chyba uspokajające bo po nich byłam senna jak nigdy i dziwnie znużona ). Zadzwoniłam do mamy i męża poinformować ich o decyzji jaka zapadła. Moja mama przyjechała do mnie cała roztrzęsiona po kilku godzinach (miała do pokonania ponad 130km w jedną stronę)a  później przyjechał mąż. W ich oczach widziałam strach, a tym samym własne odbicie. Chyba każdy z nas bał się o życie małego Kubusia. Oni na pewno bali się też o mnie, ale ja w tym czasie myślałam tylko o moim synku i o tym, by poród przebiegał bez żadnych komplikacji. Moje życie w tym czasie nie było dla mnie tak istotne, jak życie mojego dziecka.




Z racji, że nie jestem lekarzem ani myślę odpowiednią osobą do tworzenia pojęć na tematy związane z medycyną a moje odczucia i informacje biorę tak na prawdę z własnego doświadczenia, to podzielę się kilkoma linkami, które idealnie według mnie opisują stan przedrzucawkowy i rzucawkę.
1. https://journals.viamedica.pl/forum_nefrologiczne/article/viewFile/10420/8890
2. http://ciaza.mp.pl/przebiegciazy/75579,stan-przedrzucawkowy-i-rzucawka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz