piątek, 20 maja 2016

Drugi dzień życia Kubusia 02.08.2014

Kolejny dzień miał przynieść wiele dobrego, ponownie miałam nauczyć się stawiać pierwsze kroki (Tak! I to dosłownie, gwarantuje, że po cesarskim cięciu nie jest tak łatwo jak się wydaje) i nareszcie dowiedzieć się co słychać u mojego dzielnego rycerza. Pomimo, że lada chwila miał nastać nowy dzień to nadal żaden lekarz nie przyszedł osobiście poinformować mnie o stanie zdrowia mojego synka ! Szczerze? Na nic innego w tym czasie nie czekałam jak na jakąkolwiek informacje od lekarza neonatologa.
Nastał nowy dzień a raczej świt (Nie wiele pamiętam z nocy jedynie co mnie obudziło to przeraźliwy krzyk kobiety, która właśnie zaczęła rodzić dwie sale dalej od tej w której leżała). Pełna optymizmu młoda pielęgniarka próbowała nam pomóc w stawianiu pierwszych kroków. Obie panie, które leżały obok mnie świetnie sobie poradziły, natomiast ja bardzo kiepsko... nawet się nie podniosłam taki ogromny czułam ból... byłam tak opuchnięta jak wieloryb... dosłownie! Próbowałyśmy kilka razy ale wszystkie próby zakończone były porażką... W ciągu 3 godzin przyjechała moja mama, siostra i mąż, którzy mieli mi pomóc wstać i chociaż usiąść... Bardzo chciałam wstać i zobaczyć mojego synka! W końcu się udało. Zrobiłam kilka kroków (jeszcze nie sama) by chociaż się ukąpać. Sama kąpiel trwała bardzo krótko bo od razu zrobiło mi się słabo i niedobrze więc jak najszybciej musiałam dotrzeć do łóżka. Do Pań leżących obok zostały przywiezione dzieci a do mnie nawet żaden lekarz nie pofatygował się przyjść by powiedzieć mi jak się ma synek... to wszystko mnie przerosło... wybiła godzina 12 ( nareszcie mogłam iść do synka) ale nagle moje ciśnienie tak wzrosło, że wiedziałam, że to nie będzie takie łatwe..  tak też było... zanim ciśnienie zostało obniżone minęło kilka godzin... Było mi bardzo przykro i smutno, że znowu nie zobaczyłam Kubusia. Mąż w tej sytuacji był niezawodny ! Obdarował mnie mnóstwem zdjęć Kubusia 😉 nie obyło się (za co jestem bardzo mu wdzięczna) bez filmików. Chociaż w taki sposób mogłam chociaż trochę zaspokoić moją tęsknotę. Na sali zostałam już sama. W nocy nie mogłam zasnąć a w mojej głowie było tylko jedno Co z moim dzieckiem? Czy wszystko z nim w porządku? Czy nic mu się złego nie dzieje?...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz